…dzisiaj będzie na smutno – powiedział tęgim głosem gin do szklanki. bbrrrr – tonik zadygotał tylko. a gin w złości jeszcze, a może niemocy pogonił cytrynę i miętę. lód natomiast stawił się w zdecydowanie za dużej postaci, ale nikt nie był w stanie skruszyć jego oblicza. twardy byk! poza tym pojawił się w towarzystwie kochanki; królowej śniegu. ciekawe co na to król? szklanka stała obojętnie. co to znaczy? ktoś krzyczał za oknem. jestem jak mgła dziś – powiedziała atmosfera. papierosy jak zapalniki samozapłonowe odpalały się jeden za drugim, a dym jak lokomotywa; ciężka, ogromna. wszyscy siedzimy w jednym wagonie. gin wymyślał wszystkim w myślach, ale słowem się nie odezwał, zupełnie jak wtedy, gdy ma jakiś plan, ale boi się. strach na wróble w taką pogodę nawet nie istnieje, bo gdzie jeszcze do lata, ech… tylko noc i niezmącony śnieg. w pustym polu postaw krzyżyk jeśli jesteś na tak. a jeśli jestem smutny? – zapytał gin. nie umiem spełniać życzeń, ani nawet przenosić się w czasie. co mam zrobić w pustym polu? może anioła? – zaproponowała myśl. ale on tylko pochylił się nad szklanką. gbur i drań. bóbr nie umie obsługiwać sań. wszystko toczyło się swoim rytmem, trwały polemiki. nie w pustym polu, a w niebie anioły drapały się po głowach. nic nie kumały, ale to przynajmniej wyjaśniało skąd taki potężny opad białego puchu. królowa śniegu i twardy byk, tylko oni dobrze się bawili. folgowali sobie, po tym jak wymyślili zagadkę, która zmusiła anioły do podwójnej rozkminy. tonik wciąż trząsł się jak galareta. nocna lampka gawędziła z kurzem o dawnych czasach. gin smętnie nucił coś pod nosem. miał zamknięte oczy. szklanka jak kot łasiła się do niego. dzisiaj smutno i zimno. i mogłoby, to trwać w nieskończoność, ale to tylko dead nature.
